Zobaczywszy plakat, spodziewałam się ciepłokluchowatego kina
familijnego (zwłaszcza że ten polski taglajn tak aż boli w zęby, a oryginalny
właściwie nie lepszy), a gotowa film byłam obejrzeć głównie z ciekawości, jak tam
Arya Stark poza „Grą o tron”, no i bo Bill Nighy, wiadomo. Przy okazji tymczasem
zobaczyłam zarazem, jak tam Jojo Rabbit poza „Jojo Rabbit”, a także fenomenalnie
charyzmatyczny dzieciaczek Dexter Sol Ansell – i wszyscy czworo są świetni,
podobnie jak scenariusz. Niby prosty, a jednak. I całość niby, owszem, ciepła,
ale nie rozgotowana. Niby całkiem zabawna, lecz przecież… Partnerem pokazu
specjalnego był Velvet, który do giftbagów dorzucił po dwie paczki chusteczek.
Trochę zdziwko przed seansem, ale w trakcie poszły w ruch i zabawne ewentualnie
już tylko mogło być wtedy gremialne otwieranie iluś pudełek naraz na całej sali.
I aż mi szkoda tego promo, że takie w porównaniu do zawartości filmu jakby nie
dość zachęcające. Zachęcam więc ja, niniejszym.
PS A dodatkowo zachęcam do wybrania się do kina w niedzielę 6 września, bo tego dnia cały przychód dystrybutor (Best Film) przeznaczy na pomoc dzieciom w psychicznych kryzysach (a konkretnie fundacji Słonie na Balkonie, którą można wesprzeć również osobno, gdyby ktoś jednak do samego filmu mimo wszystko się nie dał zachęcić).

Komentarze
Prześlij komentarz