500 miles (2026)

 

plakat filmu "500 miles" (2026)

Zobaczywszy plakat, spodziewałam się ciepłokluchowatego kina familijnego (zwłaszcza że ten polski taglajn tak aż boli w zęby, a oryginalny właściwie nie lepszy), a gotowa film byłam obejrzeć głównie z ciekawości, jak tam Arya Stark poza „Grą o tron”, no i bo Bill Nighy, wiadomo. Przy okazji tymczasem zobaczyłam zarazem, jak tam Jojo Rabbit poza „Jojo Rabbit”, a także fenomenalnie charyzmatyczny dzieciaczek Dexter Sol Ansell – i wszyscy czworo są świetni, podobnie jak scenariusz. Niby prosty, a jednak. I całość niby, owszem, ciepła, ale nie rozgotowana. Niby całkiem zabawna, lecz przecież… Partnerem pokazu specjalnego był Velvet, który do giftbagów dorzucił po dwie paczki chusteczek. Trochę zdziwko przed seansem, ale w trakcie poszły w ruch i zabawne ewentualnie już tylko mogło być wtedy gremialne otwieranie iluś pudełek naraz na całej sali. I aż mi szkoda tego promo, że takie w porównaniu do zawartości filmu jakby nie dość zachęcające. Zachęcam więc ja, niniejszym.


8/10


PS A dodatkowo zachęcam do wybrania się do kina w niedzielę 6 września, bo tego dnia cały przychód dystrybutor (Best Film) przeznaczy na pomoc dzieciom w psychicznych kryzysach (a konkretnie fundacji Słonie na Balkonie, którą można wesprzeć również osobno, gdyby ktoś jednak do samego filmu mimo wszystko się nie dał zachęcić).

Komentarze